Witam Was serdecznie,

Postanowiłem zacząć od czasu do czasu pisać bloga, może komuś zachce się czytać te moje wypociny oraz przemyślenia, które od czasu do czasu mnie dopadają.

Ten tydzień był tygodniem pełnym smutnych wydarzeń (no może tak nie do końca smutnych, w każdym razie wydarzeń), zmarł genialny fizyk i jeden z moich idoli Stephen Hawking. Jeszcze kilka miesięcy oglądałem jego luźno-biograficzny film (właściwie o nim, a nie jego:)), w latach mojej młodości czytałem również kilka jego książek, dziwne stracić jest kogoś, z kim marzyłem by się spotkać, to jednak już nigdy nie nastąpi – pozostaje mieć nadzieję, że ktoś wpadł na pomysł, by dane z jego mózgu wgrać do jakiegoś ultra-tajnego komputera. Co ciekawe – Hawking zmarł w dzień urodzin Alberta Einsteina!

No dobra, teraz trochę o mnie. Jak zwykle weekend zacząłem z wielkimi planami, miałem zamiar przyłożyć się do szkoły, którą ostatnimi czasy ostro olewam, miałem napisać jakiś konkretny artykuł naukowy, miałem zrobić wiele rzeczy, jest godzina niemal 23 w niedzielę, a ja nie zrobiłem prawie nic, prócz treningu w sobotę i w niedzielę (odkurzanie się liczy?).

Jak wiele z Was wie borykam się od zawsze z moimi stawami, dzięki przejściu na weganizm jest z nimi znacznie lepiej i w końcu jestem w stanie normalnie ćwiczyć, mam wrodzoną wadę stawu kolanowego w lewej nodze, do tego z powodu idiotycznego podejścia do ćwiczeń 5 lat temu czterokrotnie zerwałem sobie lewy bark i raz prawy.

To ma się nijak jednak do tego co chcę napisać:D Mianowicie moje przysiady zaczynałem od dosyć żałosnej formy, jednak starałem się robić je systemem AssToGrass (tak zwana dupa to trawy) czyli pełen zakres ruchu. Potem przyszła mi faza na przysiady z wykorzystaniem sprężystości mięśni dwugłowych ud, które nie były wykonywane do końca, lecz jedynie do osiągnięcia przez uda pozycji równoległej do podłogi bądź nieznacznie niżej. W ten sposób mogłem podnosić coraz więcej i więcej na każdym treningu, korzystałem z ułożenia sztangi nisko na plecach (jeśli nie znasz różnicy to zapraszam tutaj – https://www.youtube.com/watch?v=oNIZfVG5LxY ), jednak takie ułożenie nie było dobre dla moich zerwanych barków, z czasem było już coraz gorzej. Jako, że na uwadze muszę też mieć moje kolano, wybór był raczej słaby, 5 lat temu lekarz mówił by, że przysiad będzie dla mnie niemożliwy do zrobienia bez bólu (przysiad bez żadnego obciążenia!), sztanga ułożona nisko jest lepszym wyjściem dla kogoś z problemami stawów kolanowych, jednak kiepskim jeśli chodzi o wpływ na barki, na odwrót jest z przysiadem ze sztangą osadzoną wysoko – dobra dla barków, kiepska dla kolan.

Jednak co się okazało, moje kolano zaczęło dawać radę z przysiadami ze sztangą wysoko-osadzoną, więc zacząłem robić właśnie te przysiady i jak zwykle moje ego wzięło górę, musiałem z każdym treningiem podnosić więcej, co skutkowało wkurzaniem się kiedy tak nie było i na siłę próbowaniem podniesienia obciążenia, które było po prostu za ciężkie.

Czas jednak na powrót do korzeni:) Ostatnio staram się robić przysiady AssToGrass, dodatkowo z pauzą na dole, powoli, systematycznie, skupiając się na naturalnym dla mojego ciała rytmie. Gdy byliśmy mali w ten sposób po coś sięgaliśmy – robiąc przysiad do samej ziemi, w ten sam sposób powinniśmy również robić przysiady, wykorzystując pełen zakres ruchu oraz jak najwięcej partii mięśniowych.

Sobota więc upłynęła w błogim lenistwie, na śniadanie wszamałem potężną kanapkę, co zresztą widać było na zdjęciu na Instagramie (nie widzieliście? – link na górze strony – Mój album zdjęć), po treningu shake, lub smoothie, jak kto woli, z banana, jagód, malin, jarmużu, szpinaku, siemienia lnianego, 500ml mleka sojowego niesłodzonego oraz stevii, kolacja to curry z soczewicy, na które przepis znajdziecie również na mojej stronie, kilknij TUTAJ:). Niedziela całkiem podobnie, więc żadnych ekstrawagancji:).

Chciałbym jednak zwrócić na jedną rzecz Waszą uwagę – zauważcie jak wiele robi się obecnie reklam produktów odzwierzęcych, które odnoszą się do luksusu, tradycji i tym podobnych w telewizji, ile pieniędzy pakowanych jest w przemysł odzwierzęcy, jak widać „tradycja” oraz „kultura” mordu i holokaustu gatunkowego to ostatnia rzecz, która pozostała właścicielom potężnych korporacji by zareklamować swoje „produkty”.

Skoro tradycja oraz kultura są tak ważne, dlaczego wolno kobietom głosować, skoro kultura kiedyś tego zakazywała? Dlaczego nie poświęcamy dziewic, skoro taka była kiedyś tradycja? W niektórych krajach tradycją jest wydawanie 9-latki za mąż, oburzamy się na to, ale chcemy zachować naszą kulturę mordu?

Na określenie każdej „kultury” i „tradycji” istnieje jeszcze jedno, bardziej trafne – ciemnota oraz zacofanie.

2 Replies to “Blog #1 – 18.03.2018 – Przysiady”

    1. Niestety tak, polowanie – tradycja, jedzenie kiełbasy – tradycja, no cóż, choroby serca to też tradycja widocznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *