Kolejny dzień leczenia pleców, dzisiaj pokażę Wam to co jadłem, na koniec ilość kalorii wraz z makroskładnikami, które wepchnąłem w siebie wczoraj:). Ogólnie rzecz biorąc czuję się bardzo dobrze, trochę dziwne nawet, że tak szybko mój organizm się regeneruje, dzisiaj wracam do pracy z treningami, z którymi niestety zalegam obecnie, ale w ciągu paru dni wszystko będzie już na bieżąco i wszystkim dziękuję za cierpliwość i zrozumienie.

Wiadomo, że zalecenia są takie by się nie przemęczać, staram się zjadać nieco mniej z racji tego, że nie ćwiczę, wczoraj całość objęła około 2200 kalorii (żeby być bardziej precyzyjnym to 2236) i o ile to co zjadłem zapewniło mi komplet aminokwasów, witamin oraz minerałów takich jak żelazo, wapń czy witamina C to wspomagam się kilkoma suplementami, o których będzie mowa za chwilę, najpierw jednak przejrzymy co zjadłem:).

Na śniadanie była tofucznica z pomidorami, pieczarkami oraz świeżym szczypiorkiem, dwie porcje widoczne na zdjęciu zawierały potężną ilość białka, samą tofucznicę uwielbiam, tylko nie chce mi się nigdy bawić w to, żeby ją zrobić (mieszanie jej z kurkumą na patelni uważam za wyczerpujące:D).

Obiad był też w miarę zdrowy, gotowiec z Lidla, który zapodział się w zamrażarce, a właściwie to mix warzyw oraz pszenicy bulgur, ciecierzyca, groszek, pomidory, trochę taki włoski styl, bardzo dobre i mega szybkie w przygotowaniu (ktoś mi powie czemu słownik podkreśla wyraz mega?:P), oprócz tego na deser miska z owocami, w której znalazły się banan, truskawki, winogrona oraz grusza, na popicie sok z buraka, który jest cennym źródłem wielu witamin, a którego nie cierpię:D.

Kolacja to już trochę niezdrowych rzeczy, albo może połowicznie zdrowych, był to burger od Lindy McCartney, w typowej pszennej bułce (pomimo, że jem gluten, staram się go trochę ograniczyć gdyż po prostu czuję się lepiej dzięki temu, lecz nie mam celiakii), do burgera wszedł pomidorek, pikle, czerwona cebula i tona szpinaku (czy tylko ja mogę jeść szpinak nawet na surowo?:D). Jako zakąska garść pestek dyni, a na zakończenie wegańskie lody magnum, o których cynk dostałem przed pójściem spać, więc jeszcze pojechałem by sprawdzić czy są w moim Tesco, co się okazało – były, oba smaki czyli klasyczny oraz migdałowy:).

Widziałem jednak negatywny wydźwięk odnośnie tych lodów, komentarze o składzie oraz przede wszystkim o tym, że produkuje je Unilever, marka słynąca z tego, że testuje na zwierzętach. Jednak w każdym biznesie chodzi o pieniądze, jeżeli takim firmom pokaże się, że nie warto zmieniać nastawienia i nie warto produkować wegańskich produktów bo będzie to nieopłacalne, to na pewno swojego modelu biznesowego nie zmienią – dlatego wspierajcie wegańskie inicjatywy niewegańskich firm, być może kiedyś cała firma przejdzie na jasną stronę mocy, tak jak w przypadku dani gotowych BOL, o których wiele razy wspominałem.

Całość tego co zjadłem objęła:

2236 kcal
102g białka
259g węglowodanów
95g tłuszczu

Jeszcze jedna kwestia, o której chciałbym wspomnieć to suplementacja, pomimo tego, że to co jem zapewnia mi całość, a nawet więcej składników odżywczych to w trakcie regeneracji potrzeba ich znacznie więcej, stąd również włączenie soku z buraka, oprócz tego moja codzienna rutyna obejmuje jeszcze:

4-8g witaminy C dla maksymalizacji produkcji kolagenu
800mg wapnia
15000 jednostek witaminy D dla wzmocnienia kości
200mcg witaminy K2MK7 (GPS dla witaminy D)
40 miliardów probiotyków różnych szczepów
1000cmg witaminy B12 raz na jakiś czas gdyż i tak mam bardzo wysoki jej poziom

Prawdopodobnie coś pominąłem, więc jeśli tak jest, to dam Wam znać w moich przyszłych postach:) Jak na razie czuję się coraz lepiej i wracam do formy bardzo szybko, Wam radzę również nieco zwolnić i trochę mniej przejmować się życiem, choć czasem jest to bardzo trudne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *