Witam, chciałem wczoraj już ogarnąć temat tego co zjadłem w niedzielę, ale przecież świat się nie zawali z powodu jednego dnia opóźnienia, teraz grzeję sobie plecy za pomocą poduszki terapeutycznej, które zwiększa przepływ krwi w tamtym rejonie i chciałbym przy tej okazji, jeszcze zanim przejdę do posiłków, podzielić się z Wami kolejnym ciekawym tekstem, ponownie w moim wolnym tłumaczeniu, który znalazłem w Internetach – tym razem na temat związków:

„Być może nasi rodzice trzymali się razem, ponieważ nie mieli 7000 innych osób, które ich śledziły albo lajkowały ich zdjęcia na każde zawołanie, gdy ich małżeństwo lub związek przechodziło trudny okres.
W dzisiejszych czasach jednak gdy nasze związki mają trudniejsze chwile możemy się zalogować i napawać tym fałszywym poczuciem bezpieczeństwa i uznania. Mierzymy swoją wartość na podstawie komentarzy oraz wiadomości w skrzynce, wypełnionych kolorowymi słowami bez żadnej głębi.
W tym samym czasie osoba, która nas kocha gdy nie ma żadnego filtra na naszej twarzy staje się po prostu kolejną opcją, podczas gdy reszta świata, która widzi tylko stan reprezentatywny jest priorytetem. Nie trać czegoś co jest prawdziwe, goniąc za czymś co wydaje się miłością.”

Pewnego dnia przeczytałem czyjeś życzenia świąteczne, które przesłane były do znajomych na Facebooku, wiecie co mówiły – życzę Wam, by Wasze życie wyglądało tak, jak pokazujecie je na Facebooku” – nie ma nic prawdziwszego od tego zdania, w mediach społecznościowych widzimy tylko i wyłącznie zdjęcia pozowane, przemyślane, te z uśmiechem, w idealnym świetle, śpiące dzieci, przytulone pary, nie widzimy kłótni, nie widzimy płaczu ani krzyków, życia innych osób wydają nam się takie piękne, że zaczynamy wątpić w swoje własne, które w rzeczywistości mogą być znacznie lepsze, niż te na idealnych zdjęciach.

Nigdy nie widzimy historii kryjącej się za zdjęciem, filmem, wpisem na blogu, nie oceniajmy, nie porównujmy się do nikogo, to my przeżywamy swoje chwile, swoje uniesienia i upadki i kto wie, może nasze życie jest po tysiąckroć lepsze, niż tej pary wrzucającej 30 zdjęć dziennie ze słonecznej Hiszpanii.

Po tych przemyśleniach przyszedł czas na niedzielne szamanko, dzień rozpocząłem od owsianki, dawno jej nie jadłem, więc smakowała mi wyjątkowo dobrze, znalazły się w niej płatki bezglutenowe, siemię lniane, nasiona chia, czereśnie, jagody, winogrona, brzoskwinia oraz banan, dużo kalorii, dużo białka i mnóstwo energii na start:).

Na obiad bardzo prosta i zarazem pyszna zupa z soczewicy, chyba prostszej już się nie da zrobić (jeśli chcecie przepis na nią to dajcie mi znać), jedna porcja (2 miseczki takie jak na zdjęciu) to aż 20g białka, oprócz tego w zupie znalazło się mnóstwo marchewki, na moją ślepotę:).

Na kolację, z racji tego, że byłem zajęty przygotowywaniem lunchów do pracy, zjadłem coś szybkiego, tym razem było to curry z serii BOL, niestety jedna z mniej smacznych opcji, zdecydowanie gorsza niż Sri Lankan Sambar, jednak chciałem po prostu spróbować.

Wartości odżywcze z całego dnia:

2403 kcal
84g białka
391g węglowodanów
68g tłuszczu

Oczywiście nie są to tylko te trzy wspomniane wcześniej posiłki, podjadałem dosyć sporo, wśród przekąsem znalazła się gruszka, dwie brzoskwinie (tyle ich jadłem bo były w super promocji:D) oraz trochę orzechów.

Postaram się jeszcze opisać Wam mój typowy dzień z tego co jem w pracy, o ile oczywiście dam radę, jem w samochodzie, a to kiepskie miejsce na robienie zdjęć, na pewno jednak znajdzie się opis moich posiłków. Trzymajcie za mnie kciuki, gdyż staram się coraz więcej gotować oraz używać jak najmniej przetworzone produkty (aczkolwiek dwie kolacje z rzędu to były sosy z puszki:D).

Dobrej nocy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *