No to skończył się świąteczny okres wolny od pracy (przynajmniej dla mnie) i czas powrócić do typowego rozkładu tygodnia. Muszę się przyznać, że ostatnio bardzo niewiele robiłem, całość mojej egzystencji przez cztery dni opierała się na graniu w Fallout 4 przed południem, a po południu na grzaniu się na słońcu przez co niemal rozwinąłem sobie raka skóry:D – oczywiście żartuję, jedyna genetyczna predyspozycja do raka w mojej rodzinie to rak jelita lub żołądka, więc jeśli go dostanę – wiem, że jest mi pisany, a nie rozwinął się z mojej winy, bo nie zapycham się szkodliwymi produktami pochodzenia zwierzęcego.

Za jakiś czas przedstawię Wam kilka bardzo prostych potraw, które znalazły się u mnie w domu z okazji tych świąt i chociaż kompletnie ich nie obchodzę z racji nie wyznawania jakiekolwiek specyficznej wiary to jednak dni wolne od pracy przydają się by sobie trochę pofolgować. Dzisiaj jednak tak jak mówi tytuł posta – moje wegańskie menu, tym razem będzie to dzień pracujący (sprzed kilku dni), a nie tak jak poprzednio dzień wolny. Wszystko oczywiście w zdjęciach, całość zebrała się na nieco ponad 2500 kcal.

No więc tak, z racji tego, że obecnie stosuję coś na kształt Intermittent Fasting (jeżeli chcesz się dowiedzieć nieco więcej o krótkotrwałych głodówkach to zapraszam do e-booka #wegańskifitness) mój pierwszy posiłek odbywa się około godziny 11:00 – tutaj tak naprawdę nic szczególnego – miks orzechów, pestki dyni oraz 3 banany:

To już samo w sobie było naprawdę fajnym posiłkiem, żywność nisko-przetworzona, smaczna i nawet zapełniająca, po niecałych dwóch godzinach jednak przyszedł na lunch, tutaj bardzo prosto ze względu na ograniczony czas, jaki miałem na przygotowanie wszystkiego: wędzone tofu, niemal cała kostka, szpinak, papryka czerwona oraz paprykowy hummus:

Po powrocie do domu zjadłem baardzo dużo, z racji tego, że w lodówce miałem kilka rzeczy, które w ten dzień traciły swoją ważność, a ja jak to ja wolę się napchać do granic możliwości aniżeli zmarnować jedzenie, więc kolacja składała się z trzech dań: na pierwszy ogień poszła zupa z soczewicy, sporo białka i mega prosta w przyrządzeniu – przepis na nią znajdziecie w e-booku #WegańskiFitness, dwie porcje bo jedna to za mało, następnie chilli fasolowe, nawet dobre, jedyne do czego można by się przyczepić to zawartość soli, a na koniec pieczony kalafior, oczywiście był również deser, na który złożyło się jedno mango, wszystko zjedzone w przeciągu 2 godzin.

Teraz dopiero zauważyłem, że kalafior był już 3 dni po dacie, ale dobrze jest – był nadal dobry – czasem po prostu z zakupów wpadają nowości i niestety zapomina się o nich i tak sobie siedzą, aż narośnie pleśń;), na szczęście udaje mi się póki co wyjadać je jeszcze przed tymi sinymi nalotami. Całość mojego menu zamknęła się w 2500 kaloriach, mniej więcej, szczegółowe ilości poniżej:

Kalorie: 2517 kcal
Białko: 122 g
Węglowodany: 369 g
Tłuszcze: 76 g

Chciałbym również dodać, że białko, pomimo niedokładnego zmierzenia z gotowców (tutaj niestety baza danych Cronometer jest bardzo uboga) zagwarantowało mi komplet aminokwasów, jakim cudem nie mam pojęcia, w końcu na weganie nie da rady przecież…. ;). Oprócz tego 269% całodziennego zapotrzebowania na żelazo, podobno też niemożliwe.

No nic, to by było na tyle dzisiaj, jeżeli szukasz wegańskich przepisów dla sportowców – po lewej stronie znajdziesz link do e-booka, który stworzyłem wraz z Patrycją Michalis z pat-dream.pl – warto zajrzeć na jej bloga, masa ciekawych rzeczy oraz przepisów –  w tym bez białego cukru i bez glutenu!

2 Replies to “Blog #51 – Wegański jadłospis w zdjęciach”

  1. Dużo tu rzeczy które i ja bardzo lubię 🙂 zupa z soczewicy <3 kalafiorek… wedzone tofu… no i mango to miłość 🙂 grunt aby było miękkie i dojrzałe. Też się musze zabrac za bardziej analityczne podejście do składu i kaloryczności posiłków…

    1. Dobre dojrzałe mango to i moja miłość, jak jest takie soczyste to aż ciężko się oprzeć:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *