Bardzo często gdy mówimy o weganizmie u wielu osób powstaje wątpliwość odnośnie soi, czy jest ona zdrowa, przecież w telewizji mówili, że soja to GMO, że obniża poziom testosteronu u mężczyzn, że wywołuje raka, jednak tak jak w przypadku każdego nagłówka z gazet czy artykułu na stronie WWW informacja ma przyciągnąć do tekstu.

Soja uważania była niegdyś za super-food, czyli pożywienie o potężnych właściwościach prozdrowotnych, niestety w ciągu ostatnich lat zyskała sobie złe imię głównie przez potężne amerykańskie korporacje oraz hodowanie przez nie nasion modyfikowanych genetycznie. O tym czy produkty GMO są szkodliwe prowadzi się nieskończone debaty (nie istnieje obecnie dowód na szkodliwość genetycznie modyfikowanych pokarmów), aczkolwiek nie każda soja jest modyfikowana, tak się składa, że większość produktów przeznaczonych do spożycia dla ludzi pochodzi z upraw ekologicznych, a informacja ta najczęściej zawarta jest na opakowaniu, wystarczy przeczytać etykietę.

Nasiona soi są świetnym źródłem minerałów takich jak wapń, magnez, żelazo, potas, ma również mnóstwo witamin – B1, B2, B3, B5, B6, B9, C, jest źródłem błonnika, który jest nam niezbędny do prawidłowego funkcjonowania, nie wspominając o tym, iż są one źródłem kompletnego białka.

Jeśli obawiasz się spożycia produktów sojowych to przede wszystkim chciałbym przestrzec Cię przed spożywaniem wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego – 80% importowanych nasion soi przeznaczana jest na paszę dla zwierząt – http://www.wir.org.pl/aktualnosci/2016/2016_03_04_gmo/

Soja zawiera fitoestrogeny i z racji tego, iż w tej nazwie występuje również wyraz „estrogen” wiele kulturystów stara się unikać jej produktów tak jak tylko to możliwe w obawie przed ginekomastią (powiększenie się tkanki piersiowej u mężczyzn), jednak soja nie działa jak estrogeny. Fitoestrogeny docierają do tych samych receptorów co estrogeny w naszych ciałach, lecz wywołują znacznie słabszy efekt, okazuje się, że mogą blokować nawet działania silniejszych estrogenów zwierzęcych (co ciekawe mężczyźni obawiający się estrogenów z roślin bez problemu konsumują estrogeny pochodzące od ssaków, którym de facto udowodniono działanie feminizujące – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19496976 ).

Ponadto w naszych ciałach występują dwa rodzaje receptorów estrogenu – alfa oraz beta, podczas gdy nasze hormony preferują receptory alfa to fitoestrogeny mają powinowactwo do receptorów beta (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15084758), więc wpływ soi na tkanki w naszym ciele jest uzależniony od proporcji tych receptorów (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18843590). W niektórych tkankach wysoki poziom estrogenu wykazuje działanie pozytywne, na przykład jest korzystny dla kości, jednak może w tym samym czasie zwiększać prawdopodobieństwo raka piersi, wyobraź sobie, że fitoestrogeny posiadają funkcję wybiórczego sterowania receptorami estrogenu, tam gdzie powinien być wyższy – zostaje zwiększany, natomiast tam gdzie niższy – jest obniżany (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18843590), tym samym pomimo występującego w soi fitoestrogenu obniża ona ryzyko zachorowania na raka piersi (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24453272), a do tego zapobiega uderzeniom gorąca podczas menopauzy (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25263312).

Jak sprawa ma się jednak u mężczyzn? Wybiórcze działanie tych nasion również oczywiście działa w dokładnie ten sam sposób jak u kobiet, z racji niskiego powinowactwa z estrogenami typu alfa soja nie ma żadnego wpływu na gospodarkę hormonalną u mężczyzn – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19524224. , nawet w przypadku mężczyzn, którzy byli chorzy na cukrzycę i u których obserwuje się wahania wagi oraz obniżenie się testosteronu codzienna suplementacja produktami sojowymi nie wykazała żadnej zmiany w dystrybucji męskich hormonów – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27797674.

Skoro nauka jasno i dokładnie mówi nam, że produkty sojowe nie obniżają poziomu testosteronu o mężczyzn, to skąd się wziął ten mit? Na podstawie POJEDYNCZEGO przypadku 60-letniego mężczyzny, który w ciągu 6 miesięcy przytył, wypijał prawie 3 litry mleka sojowego dziennie i przestał mieć ochotę na seks – https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18558591, na tej podstawie stwierdzono, że soja spowodowała u niego ginekomastię oraz zmniejszone libido.

Do dnia dzisiejszego ten pojedynczy przypadek, który najpewniej miał związek z przytyciem oraz wiekiem pacjenta jest wykorzystywany przez wszystkie kampanie anty-sojowe fundowane przez… przemysł mięsny, spożycie ekologicznej soi rośnie każdego roku, można z niej wytwarzać substytuty mięsa bez cholesterolu i szkodliwych tłuszczy, stanowi więc ona ogromne zagrożenie dla przemysłu odzwierzęcego. Jak widać za szkodliwością soi nie stoi żadne badanie kliniczne, co więcej nie spożywanie soi może być szkodliwe dla kobiet, które chorują już na raka piersi, gdyż konsumpcja tej rośliny zwiększa długość życia pacjentek (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23725149), a najdłuższe badanie nad żywieniem w historii sięgające wpisów z 1870 roku (Okinawa habitants study) udowodniło nam, że dieta oparta na soi, owocach oraz warzywach wiąże się z niskim ryzykiem występowania nowotworów oraz zwiększoną długością życia.

Nie ma więc kompletnie czego się bać jeśli chodzi o produkty sojowe – wystarczy czytać etykiety, jeżeli znajdziesz artykuł mówiący o jej szkodliwości – rusz głową i sprawdź czy nie jest to tylko subiektywna opinia autora bądź po prostu publikacja sponsorowana. Jeżeli już naprawdę nie masz zamiaru jej spożywać – nie musisz przecież jej jeść, jeśli chcesz mieć jednak pewność – musisz również wyeliminować wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego ze swojej diety, gdyż tak jak wspominałem – w Polsce 80% soi to pasza dla zwierząt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *